poniedziałek, 29 grudnia 2014

papapa

HEEJ
Jadę do kraju bez fejsbuka
Wracam za niecały miesiąc prawdopodobnie
PAPAPAPA
Hipsterskie konie na pożegnanie
;***

czwartek, 25 grudnia 2014

wigilia i ...

Wigilia bardzo nam się udała. Było pysznie i miło :)
Zebraliśmy się w polskim gronie u Kasi, każdy coś przygotował: pierogi z kapusta i grzybami, bigos, ryba, śledzie, ciasto... Mniam mniam, nie jak w domu, ale wcale nie gorzej :)
12 potraw było, sianko było, miejsce dla niespodziewanego gościa też.
Tylko zamiast opłatka podzieliliśmy się chlebem huehue

Wczoraj nakarmił nas konsul honorowy
a dzisiaj wróciłam do szarego poświątecznego ub
smog smog smog
Znów pojechałam do immigration office i z miejsca, z którego ostatnio zrobiłam zdjęcie smogu nad miastem (patrz poprzedni wpis) dzisiaj nie było nawet widać miasta... xD

takie se foteczki #architecture

poniedziałek, 22 grudnia 2014

wyprawa do immigartion office

Dużo trzeba załatwiać, jeśli chce się zrobić coś fajnego.
Dzisiaj pojechałam sama do immigration office, wszystko załatwiłam i jestem z siebie bardzo bardzo dumna. Właściwie to nie aż takie trudne, ale trzeba wypełnić wszystkie formularze, dać zdjęcia, paszporty i wybulić trochę hajsu. No i jechać tam godzinę albo dłużej. Biuro znajduje się praktycznie poza miastem, w drodze na lotnisko. Możecie zobaczyć jak pięknie widać stamtąd smog w Ułan Bator.
Dzisiaj jest w dodatku taki piękny, słoneczny, ciepły (-8 stopni! - serio jest ciepło xD) dzień i jak tylko wyjechałam z miasta wypełniłam się radością i pochodziłabym sobie po górkach, ale nie mam teraz jak. Trzeba było wrócić i czekać milion godzin w korku.

Wypiszę wam zatem 3 największe problemy miasta o których teraz wspomniałam
1. smog
2. korki
3. zimno 
(no dzisiaj nie zimno, ale ogólnie)
W sumie problemem nie jest samo zimno tylko to, że jest tak długotrwałe. Ciągnie się zazwyczaj do maja, jeszcze dużo przede mną.

niedziela, 21 grudnia 2014

Świąteczne UB

Już od początku miesiąca w wielu miejscach czuć świąteczną atmosferę *wersja mongolska*
Wielka choinka przy pomniku Sukhbaatara, choinka przy Ih Delhuurze, przy Marco Polo, wszędzie gdzie się da. Również każda szanująca się restauracja i knajpa inwestuje w świąteczne ozdoby, żeby godnie się prezentować. 
To nasze ulubione miejsce - blisko, tanio i smacznie w wersji mongolskiej.
(I te obrazy na ścianach - można sobie przynajmniej popatrzeć na owoce.)

Przez cały grudzień Mongołowie z każdej możliwej organizacji czy firmy urządzają sobie noworoczne imprezy. Ciężko znaleźć wolne miejsce w restauracjach i knajpach, bo większość rezerwuje miejsca na takie właśnie przyjęcia. Zazwyczaj Mongołki stroją się w kiczowate sukieneczki (mam foty na fejsie, nie będę ich tu obnażać, ale wiecie takie z bazarku, kolorowe, błyszczące - wszyscy wiedzą o co cho), czasem chodzą też na karaoke, piją i się bawią. Zabawne jest to, że dużo takich imprez wygląda jak wesela, tzn ma kogoś w tylu wodzireja, prowadzą różne gry i zabawy typu ściskanie balonów pupami. Zazwyczaj ucinają pracownikom pensję, żeby mieć na organizację takiego przyjęcia i o zdanie nie pytają. Nie wiem czy każdego to bawi, ale na pewno nie wypada nie przyjść. 

sobota, 20 grudnia 2014

ptaki i krzaki

Umówiłam się na dzisiaj z Mongołami do Parku Narodowego Hustai, ale "popsuł im się samochód" jak to czasem bywa po grubszych imprezach no i skończyliśmy w krzakach nad Tuulą. Słuchaliśmy szumu wody pod kilkunasto centymetrowym lodem, spacerowaliśmy po rzeczce, krzaczkach i szukaliśmy ptaszków, bo to ornitolodzy. 
Przy okazji polecę kolegów na fejsie:



Skorzystam jeszcze z okazji, żeby napisać parę głupot:

1. Jest wyjątkowo ciepło jak na tą porę roku w Mongolii, np. dzisiaj w ciągu dnia było - 9 stopni C (w nocy jakieś -20), dlatego Mongołowie boją się, że później przyjdzie zuud - bardzo duży mróz i (zależnie od rodzaju zuudu) mnóstwo śniegu albo mnóstwo lodu przez które zwierzęta hodowlane nie mogą znaleźć jedzenia. Kilka lat temu ofiary zuudu liczono w milionach, więc nie ma żartów. Tak czy inaczej teraz nie marznę tak bardzo, smaruje się kremami i noszę ponton (kurtkę-ponton) no i moje super kaszmirowe getry. 

2. Jak jeszcze nie wiecie to mówię wam, że jestem w trakcie przygotowań wyjazdu do Chin. Chcę być na Sylwestra w Pekinie, posiedzieć tam jakiś tydzień, potem pojechać do Harbinu na festiwal lodu i światełek (KLIK). A potem jeszcze Xian (terakotowa armia!) i Szanghaj. Yeey, zobaczymy co z tego wyjdzie.

3. Też jak nie wiecie to też mówię, że mam teraz egzaminy i bla bla. To popatrzcie jeszcze na zdjęcia z dzisiaj.


To jakieś 2 spore przystanki od centrum a tak tam spokojnie i trochę czystsze powietrze. (Chociaż możecie nawet na tych zdjęciach zobaczyć smog i dym na niebie...)

piątek, 19 grudnia 2014

sobota, 13 grudnia 2014

Dashlham i mongolskie pierogi (jakby)

hej, poznajcie moją super współlokatorkę - Dashlham.
Jest z Mongolii Wewnętrznej i maluje.
A dzisiaj zakręciła sobie włosy.
Była też tak wspaniała, że nauczyła mnie robić hushuury:
i budze/banshe
I okazuje się, że to bardzo proste:
Zagniata się ciasto jak na pierogi (mąka i woda).
Bardzo drobno kroi się mięso (najlepiej baraninę. Podobno w małych knajpkach, których pełno w Ułan Bator podrabiają je mięsem wielbłąda, bo jest tańsze, ale to nie jest potwierdzone info, tak tylko mówię), potem jeszcze drobniej cebulę, soli się to wszystko i miesza. A potem wystarczy rozwałkowywać małe kawałki ciasta, nakładać farsz i układać w odpowiedni kształt.
Żeby zrobić hushuury smażymy pierożka w głębokim oleju.
Żeby zrobić buudze, gotujemy je na parze.
Żeby zrobić banshe, gotujemy je w wodzie.
:)