W weekend pojechaliśmy polsko czeską drużyną do Paru Narodowego Terelj.
Spaliśmy w jurcie, jeździliśmy na konikach i podziwialiśmy piękną mongolską altan namar.
Nie ma co pisać, wystarczy popatrzeć.
piękny niebieski wychodek
piesek, który się do nas przyplątał
pierwszego dnia poszliśmy na pieszą wędrówkę:przez lasy, stepy, góry, rzeki
fotoreporterzy huehue
Rozpalamy ogień na noc.
Ogień zgasł i było bardzo bardzo zimno, ale wstałam przed wschodem i sama rozpaliłam!
zimno zimno
Drugiego dnia poszliśmy na koniki!
Przystanek u znajomego
SERIO pyta się"saikhan namarjij baina uu?"
("czy dobrze przejesieniowałeś?" (przekoczowałeś na jesień))
i czarno białe artyzmy
random info:
- z UB pojechaliśmy autobusem do Nalaikh a potem marszrutką do Terelj, przejazd trochę męczący (sporo czekania i tłok), ale za to kosztował grosze i mieliśmy okazje przebywać wśród Mongołów (tym razem poznaliśmy 2 Mongołów zajmujących się fotografowaniem ptaków)
- pan w powrotnej marszrutce uznał, że można nas zrobić w konia skoro jesteśmy zza granicy i zażądał od nas ponad 2 razy wyższej ceny za przejazd (wciąż to tylko parę złotych, ale to nie było miłe)
- za to wszyscy inni podróżni byli mili :) i wgl Mongoły to miły naród
- jest już po sezonie, więc cały weekendowy wyjazd wyniósł nas dość tanio wliczając w to nawet konie (30 tysięcy tugrików za noc w jurcie, 40 tys za cały dzień jazdy na koniach + składka na przewodnika)
- mongolska jesień jest PRZEPIĘKNA i ci, którzy postanowili zostać w akademiku niech żałują, że nie pojechali. Weekend z naturą najlepszym odpoczynkiem od głośnego miasta i brudnego powietrza.
- powtórzę się, ale jaram się tym, że naprawdę mówią "saikhan namarjij baina uu" i widzieliśmy parę rodzin rozkładających jurty
- nie mogłam robić zbyt dużo zdjęć na koniu, bo bałam się o aparat, ale było tyle pięęęknych widoków i wgl było tak super. Teraz mnie bolą plecy nadal ale było warto. I mój konik był taki śliczny i kochany. Chcę jeszcze raz!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz